-Zaraz powinna tu być.-przerwał nam telefon-przepraszam na chwilę-
powiedziałam i odeszłam od chłopców i Paul'a.- Tak? Tak już możesz przyjeżdżać.
Jak to? No trudno. No dobra poczekam. Albo czekaj... w sumie Philip dzisiaj u
nas będzie nocował to wrócę z nim na piechotę. No dobra. Pa.-po skończonej
rozmowie wróciłam do chłopaków.
-Jakiś problem z powrotem?- zapytał Paul- podwieźć cię?
-Natalie!- krzyknął Philip- gdzie jesteś?
-Dziękuje, ale mam z kim wracać.
-To do zobaczenia kiedyś tam.- powiedział Louis
-Tak-uśmiechnęłam się- do zobaczenia.- pożegnałam resztę i
skierowałam się w stronę przyjaciela.
-Gdzie byłaś?
-Tam gdzie mnie zostawiliście z Oliwią. A właśnie gdzie ona jest?
-Jak wychodziłem z łazienki dostałem sms od niej, że musiała
szybko iść. Mama na nią czekała.
-No tak... To poczekaj jeszcze na mnie, bo ja nie byłam jeszcze w
łazience tak jak ty…
-Oh come on Natalie, jest już późno-powiedział przyjaciel i zaczął
uciekać w stronę wyjścia. Byłam zmuszona biec za nim.
-Philip czekaj!!! Brudasie jeden!- rzuciłam w niego pustą butelką.
-No już już. Nie wściekaj się tak. Chodź.- opatulił mnie ramieniem
i wyszliśmy z kina. Idąc ulicą, zauważyliśmy czarne auto które
"pomachało" nam światłami. Niestety nie znam nikogo kto mógłby być
jego właścicielem.
-Znasz?- zapytał przyjaciel.
-Nie, nie znam marki własnego samochodu a co dopiero innych ludzi.
Nie no może znam markę twojego i Oliwii. O matko. Ale to dziwne. Wasze znam a nie znam własnej?
-Powiedzieć ci dlaczego?
-Już wiem. Nie mam auta. Sama do tego doszłam.- uśmiechnęliśmy się
i poszliśmy dalej.
-Natalie o której to się wraca?- zapytała mama zaraz po wejściu do
domu.
-Mark o wszystkim wie. Z resztą nie wracałam sama.- mama
popatrzyła na mnie wzrokiem pytającym.
-No Philip przyszedł na noc.- zaprosiłam Philipa do salonu.
-Oj witaj Philip- podbiegł mój ojciec i serdecznie przywitał się z
moim przyjacielem.- Dawno cię u nas nie było.
-Był wczoraj, dokładnie rano. Ach to was w domu nie było...-zapanowała
niezręczna cisza.
-Natalie... przynajmniej raz daj spokój.-ponownie usłyszałam
"troskliwy" głos matki.
-Idę do pokoju. Philip? Idziesz?!?- krzyknęłam już ze schodów.
-Już już. Dobranoc.
-Dobranoc Philip. Nie siedźcie tylko za długo.
Poczułam Philipa dłoń na moich plecach.
-Już widzę te napisy: Przyjaciel pożarty przez potwora mamę.
-Oj już nie przesadzaj. Lubią mnie, dlaczego miałbym być niemiły?
-Użyję twojego ulubionego zwrotu. Oh come on Philip, to są moi
rodzice, a ty moim a nie ich przyjacielem.
-Nie przesadzaj. Kto pierwszy na górze wygrywa!- krzyknął.
-Oh come on Philip zostały mi dwa schodki, nie dam rady!
-Oh come on Natalie, to mój zwrot nie twój.-wziął mnie na ręce,zaniósł
do pokoju i rzucił na łóżko. Zamachnął się i sam znalazł się zaraz obok mnie. Zrobiło
się trochę niezręcznie.
-To co dzisiaj oglądamy?- pierwszy zaalarmował.
-Ostatnio ja wybierałam teraz ty. Tylko bez horrorów. Idę się za
ten czas umyć i przebrać. Wiesz gdzie wszystko jest, prawda?- popatrzyłam jak
głupia a on mi odpowiedział zezem.- nie trzeba słów.
Nie no trzeba… Co to wszystko znaczy? Przecież nasze usta… One,
one prawie się złączyły. Nigdy, ale to przenigdy nie mogę dopuścić do kolejnej
takiej sytuacji. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że podobało mi się… Przez
głupie zauroczenie, pragnienie? Nie wiem jak to mogę jeszcze nazwać, mogę
stracić przyjaciela.
-Natalie, długo jeszcze?- usłyszałam zza drzwi łazienki.
-Już wychodzę... To co wybrałeś?-zapytałam otwierając drzwi.
-Pamiętnik. Może być?
-Chyba oglądałam.
-To co w takim razie?
-No to. To jest bardzo, ale to bardzo wzruszający film. I nie ma to jak Ryan Gosling. Normalnie kocham go.
-Nie nie i jeszcze raz nie. Chciałeś powiedzieć jedzenie, komputer, Deep'a i Ryan'a. I wtedy wszystko by się zgadzało.
-Ught jesteś na prawdę dziwna.
-Dziękuje Philip'ie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz