poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 3.

-To gdzie ta twoja przyjaciółka?- zapytał Styles.
-Zaraz powinna tu być.-przerwał nam telefon-przepraszam na chwilę- powiedziałam i odeszłam od chłopców i Paul'a.- Tak? Tak już możesz przyjeżdżać. Jak to? No trudno. No dobra poczekam. Albo czekaj... w sumie Philip dzisiaj u nas będzie nocował to wrócę z nim na piechotę. No dobra. Pa.-po skończonej rozmowie wróciłam do chłopaków.
-Jakiś problem z powrotem?- zapytał Paul- podwieźć cię?
-Natalie!- krzyknął Philip- gdzie jesteś?
-Dziękuje, ale mam z kim wracać.
-To do zobaczenia kiedyś tam.- powiedział Louis
-Tak-uśmiechnęłam się- do zobaczenia.- pożegnałam resztę i skierowałam się w stronę przyjaciela.
-Gdzie byłaś?
-Tam gdzie mnie zostawiliście z Oliwią. A właśnie gdzie ona jest?
-Jak wychodziłem z łazienki dostałem sms od niej, że musiała szybko iść. Mama na nią czekała.
-No tak... To poczekaj jeszcze na mnie, bo ja nie byłam jeszcze w łazience tak jak ty…
-Oh come on Natalie, jest już późno-powiedział przyjaciel i zaczął uciekać w stronę wyjścia. Byłam zmuszona biec za nim.
-Philip czekaj!!! Brudasie jeden!- rzuciłam w niego pustą butelką.
-No już już. Nie wściekaj się tak. Chodź.- opatulił mnie ramieniem i wyszliśmy z kina. Idąc ulicą, zauważyliśmy czarne auto które "pomachało" nam światłami. Niestety nie znam nikogo kto mógłby być jego właścicielem.
-Znasz?- zapytał przyjaciel.
-Nie, nie znam marki własnego samochodu a co dopiero innych ludzi. Nie no może znam markę twojego i Oliwii. O matko. Ale to dziwne. Wasze znam a nie znam własnej?
-Powiedzieć ci dlaczego? 
-Już wiem. Nie mam auta. Sama do tego doszłam.- uśmiechnęliśmy się i poszliśmy dalej. 

-Natalie o której to się wraca?- zapytała mama zaraz po wejściu do domu. 
-Mark o wszystkim wie. Z resztą nie wracałam sama.- mama popatrzyła na mnie wzrokiem pytającym.
-No Philip przyszedł na noc.- zaprosiłam Philipa do salonu.
-Oj witaj Philip- podbiegł mój ojciec i serdecznie przywitał się z moim przyjacielem.- Dawno cię u nas nie było.
-Był wczoraj, dokładnie rano. Ach to was w domu nie było...-zapanowała niezręczna cisza.
-Natalie... przynajmniej raz daj spokój.-ponownie usłyszałam "troskliwy" głos matki.
-Idę do pokoju. Philip? Idziesz?!?- krzyknęłam już ze schodów.
-Już już. Dobranoc.
-Dobranoc Philip. Nie siedźcie tylko za długo.
Poczułam Philipa dłoń na moich plecach.
-Już widzę te napisy: Przyjaciel pożarty przez potwora mamę.
-Oj już nie przesadzaj. Lubią mnie, dlaczego miałbym być niemiły?
-Użyję twojego ulubionego zwrotu. Oh come on Philip, to są moi rodzice, a ty moim a nie ich przyjacielem.
-Nie przesadzaj. Kto pierwszy na górze wygrywa!- krzyknął.
-Oh come on Philip zostały mi dwa schodki, nie dam rady!
-Oh come on Natalie, to mój zwrot nie twój.-wziął mnie na ręce,zaniósł do pokoju i rzucił na łóżko. Zamachnął się i sam znalazł się zaraz obok mnie. Zrobiło się trochę niezręcznie.
-To co dzisiaj oglądamy?- pierwszy zaalarmował.
-Ostatnio ja wybierałam teraz ty. Tylko bez horrorów. Idę się za ten czas umyć i przebrać. Wiesz gdzie wszystko jest, prawda?- popatrzyłam jak głupia a on mi odpowiedział zezem.- nie trzeba słów.
Nie no trzeba… Co to wszystko znaczy? Przecież nasze usta… One, one prawie się złączyły. Nigdy, ale to przenigdy nie mogę dopuścić do kolejnej takiej sytuacji. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że podobało mi się… Przez głupie zauroczenie, pragnienie? Nie wiem jak to mogę jeszcze nazwać, mogę stracić przyjaciela.
-Natalie, długo jeszcze?- usłyszałam zza drzwi łazienki.
-Już wychodzę... To co wybrałeś?-zapytałam otwierając drzwi.
-Pamiętnik. Może być?
-Chyba oglądałam. 
-To co w takim razie?
-No to. To jest bardzo, ale to bardzo wzruszający film. I nie ma to jak Ryan Gosling. Normalnie kocham go.
-Myślałem, że kochasz tylko jedzenie, komputer i Deep'a. 
-Nie nie i jeszcze raz nie. Chciałeś powiedzieć jedzenie, komputer, Deep'a i Ryan'a. I wtedy wszystko by się zgadzało.
-Ught jesteś na prawdę dziwna.
-Dziękuje Philip'ie.

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 2.

Po około 45 minutach jazdy po zatłoczonym Londynie dotarliśmy na miejsce.
-Dzięki Mark. Zadzwonię jak skończy się film.-krzyknęłam do naszego kierowcy.
-Załóż tylko kaptur trochę wieje.-usłyszałam odpowiedź. Ach cały Mark. Jest jak starszy bart, którego nigdy nie miałam. To trochę dziwne powiedzieć o mężczyźnie starszym ode mnie o 35 lat. Bardziej powinnam: jest jak dziadek. Kurde jakie rozkminy. No nie ważne.
-O idzie!- krzyknęła Oliwia.
-Kto?- zapytałam.
-Cześć lasencje!- ujrzałam przed sobą naszego przyjaciela Philipa.
-Hello zboczuchu.- przywitałam się. Philipa znam dłużej od Oliwii. Byliśmy sąsiadami w okresie wakacyjnym. On przyjeżdżał do swojej babci na wieś w Polsce, a ja do swojej babci z polski do polski. Był on moim pierwszym kolegą z zagranicy jak i pierwszym mężem. Pamiętam do dziś naszą obietnicę składaną na podwieczorku naszych babć. „I nic nas nie rozłączy, aż do śmierci”. Tyle że „te coś” jednak nas rozłączyło. Pojawiła się dziewczyna. Niby taka cicha woda, a jak przychodzi spotkać się z nią sam na sam to niezła sucza. Szkoda gadać. Nasza przyjaźń zatrzymała się na okres 2 lat. Następnie przyjechałam do Londynu i spotkałam Philip’a w mc. Teraz trzymamy się znowu razem. I jesteśmy prawie sąsiadami. No gdyby nie licząc tych 15 km które nas jednak rozdzielają.
-Ziemia do Natalie! Słuchasz?
-Tak tak słucham. Co prawda nie wiem czego, bo byłam zajęta myśleniem więc może jednak nie słuchałam. No w każdym razie chciała stworzyć taki pozór rozumiecie?- wypięłam dumnie pierś do przody, że udało mi się w końcu coś mądrego powiedzieć.
-Wiesz co? Dalej zastanawiam się czy ty jesteś na serio głupia czy tylko udajesz.-podsumowała mnie Oliwia.
-Wydaję mi się, że po prostu…- zaczęłam, ale nie mogłam wymyśleć dobrego zakończenia.-Po prostu idźmy już po popcorn, bo jestem głodna.-cali roześmiani skierowaliśmy się do kolejki. Jak się później okazało, przegrałam w papier, kamień, nożyce i musiałam ustać w kilometrowej kolejce. Usłyszałam pisk jakiś dziewczyn, ale wolałam się nie odwracać. Muszę kontrolować swoje zachowanie, tym bardziej, że jestem obserwowana przez paparazzi. Gdy pisk minął, postanowiłam odwrócić się do przyjaciół i zobaczyć czy maja się dobrze. Uniemożliwił mi to jakiś goryl który stanął na tyle blisko mnie, że od moich oczu a jego sutków, czyli miejsca dokąd mu sięgałam dzieliło około 10 centymetrów.
-O przepraszam.-usłyszałam niski, jednak sympatyczny głos „goryla”
-Nic nie szkodzi.-grzecznie odpowiedziałam podnosząc głowę w celu spojrzenia w oczy mężczyźnie. Na chwilę się zatrzymałam bo skądś go znałam.
-Ja znam pana.
-A ja ciebie. Czy ty nie jesteś…
-Natalie Herman.- przedstawiłam się.- A pan jest ochroniarzem One Direction. I wszystko jasne.- podsumowałam. Już wiadomo skąd znam tą twarz. Było tyle jej zdjęć na tych samych portalach plotkarskich co mojej.- Więc to od chłopaków takie piski?
-Tak jest. Czasami już nie wytrzymuję. A jak u ciebie? Dobrze sobie radzisz?- łoł na serio miły człowiek.
-Pomijając niektóre komentarze typu: za hajs ojca i matki, to tak.-odpowiedziałam, znów gapiąc się w swojej trampki.
-Na niektóre rzeczy nie masz wpływu.
-Wiem, wiem. Czasami zasta…
-Następna!- przerwała nam rozmowę kasjerka.- Co podać?
-Trzy razy duży popcorn i cole.-zamówiłam. Chwilę potem dostałam swoje zamówienie.- Dziękuję bardzo.- odwróciłam się i ponownie ujrzałam cycki pana Goryla.- HAhahah. Przepraszam. Miło się rozmawiało.
-Z tobą również.- Usłyszałam już za plecami.
-No co tak długo co?
-Coś nie pasuje? Chcesz w ryja?- zażartowałam udając że kieruję swoją pięść w stronę twarzy Oliwii.
-No to, że zaraz się film zacznie, a nas jeszcze nie ma na sali.- pobiegliśmy w stronę naszego wejścia, rozsypując popcorn po całej podłodze kina.
-Jesteśmy!- krzyknęłam na całą salę.- Ups. Przepraszam nie miało być tak głośno.- wyjaśniłam gdy cały tłum ludzi z siedzisk spojrzał w naszą stronę. Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja poczułam że cała palę się ze wstydu.
-Widzę, że wraca mała rozrabiaczka.- jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać i dostałam czkawki. Zawsze tak mam gdy ze śmiechu brak mi powietrza albo się śmieję i połykam ślinę. To jest straszne, bo potrafi mnie ona męczyć całe wieki. Film się zaczął, a ja zamiast oglądać czytałam z Philip’em jego sms. Pisał z tatą.
-No tak, nie ma to jak kłócić się przez telefon.
-I to sms’ami. Mam pytanie. Mogę u ciebie dziś przenocować?
-No pewnie.
-Co no pewnie?- wtrąciła się przyjaciółka siedząca po mojej lewej stronie.
-Philip dzisiaj u mnie nocuje. Pokłócił się z tatą.
-O oł. Kiepsko. Też bym chciała ale przyjechała moja ciotka. Wiesz mama pokazuje jej, jaka to ja jestem wychowana.
-O matko!!! Tak jej kłamie w oczy?- cała nasza trójka głośno się zaśmiała
-Shhh!!!- usłyszeliśmy z każdej strony.
Jak się okazało, była już końcówka filmu kiedy po raz pierwszy spojrzałam na wielki ekran.
-Miło było, ale się skończyło.- powiedziałam i ponownie zaśmialiśmy się.
-Uwaga stopień.
-Gdzie?- nie zdążyłam.- hahahhaahahha
-Jak możesz? Zaraz się zleje!!!- krzyknęła Oliwia, chyba chciało jej się siku. Postanowiłam ukrócić jej męki i przestać się śmiać, jednak gdy zobaczyłam ją trzymającą się za spodnie w kroczu nie wytrzymałam. Teraz sama byłam zagrożona.
-Ja tez muszę iść. Zaczekajcie na mnie.- usłyszałyśmy Philip’a.
-Leć Małysz leć.
-Nie no przestań Natalie. Proszę.
-Coś się stało?- usłyszałam znajomy mi głos.
-Oprócz tego, że zaraz się zleje, z resztą tak jak moja przyjaciółka-wskazałam miejsce gzie przed chwilą stała moja przyjaciółka. Stała, bo już jej tam nie było. Czyli od jakiś 2 minut leżę na środku głównego holu w kinie…
- Pomóc dojść do łazienki?
-Zaraz sama dojdę, muszę trochę odpocząć. Ale krowa jedna. Mogła zaczekać.- usłyszałam chichot. Przewróciłam się na plecy i usiadłam by zobaczyć kto stoi z „gorylem”. Zatkało mnie… i to na maksa.
-Hej!- usłyszałam radośnie od pierwszego chłopaka od lewej.
-Hej Liam.- przywitała się nieśmiało. Czułam, że cała się buracze.
-Awwww… Ty się rumienisz.- powiedział Louis i podał mi rękę.
-Natalie Herman.- przedstawiłam się w tym samym czasie.
-Louis.
-Jestem Harry!- Chłopak niemal wyrwał moja rękę z ręki przyjaciela.- Ty jesteś tą dziewczyną o której przeczytał ostatnio Naill.
-O kim czytałem? Nat… Natlie Herman? –zaniemówił gdy mnie zobaczył.- Naill Horan.- spojrzałam się w stronę ostatniego chłopaka.
-Zayn. Zayn Malik.- wyciągnął rękę i uśmiechnął się odo ucha do ucha.

Rozdział 1.

Kolejny szary dzień minął jak batem strzelić? Kolejny szary post który zostanie przeczytany przez milion pięćset sto dziewięćset osób w niespełna pół godziny. Kolejne plotki na temat mojej osoby jaka to ja nie jestem. „Natalie Herman wozi się za ojca pieniądze.”, „Kolczyk w nosie, co dalej?”. Miło na serio, że ludzie szukają sensacji w Tobie, jak ty tego nie chcesz. Kocham ten stan kiedy jestem obserwowana 24/7 i nie mogę nic zrobić bez komentarzy. Nawet ten durny post , znajdzie się jutro na pudelku obcinając od góry do dołu za moje zachowanie. Mam tylko nadzieję, że każdy czytający wyczuł sarkazm. Już nie będę tłumaczyła co to takiego. Dziękuję. Pozdrawiam.

Zamknęłam laptopa i po raz setny zatopiłam się w mojej poduszce, która jako jedyna przynosiła ukojenie. Nie przejmowałam się tym, że jest już mokra od łez wylanych sprzed dziesięciu minut. Na pozór zwykła biała poduszka. Zwykły przedmiot codziennego użytku. A dla mnie? Jej moc była nieosiągalna nawet przez moich rodziców. Odkąd pamiętam stanowi generalne miejsce na moim łóżku. Nikomu nie pozwalałam jej dotknąć. Dlaczego? Kojarzę ją z mojego pięknego dzieciństwa. Kiedy to ja Natalie Herman miałam zwykłych rodziców. Przeciętna rodzina mieszkająca w zwykłym mieście w zwykłym bloku. I co z tego, że z powodu braku pieniędzy nie mogłam pozwolić sobie na zabawki jakie miały inne dzieci. Nie obchodziło mnie to bo miałam wspaniałych rodziców troszczących się o mnie. „Jesteś naszym aniołkiem”- przeczytałam napis wyhaftowany na mojej poduszce przez mamę, dziś żonę drugiego najbogatszego mężczyzny w UK. Chciałabym wrócić do mojego poprzedniego życia. Ponownie zatopiłam się w zapachu mojej poduszki i pozwoliłam porwać się objęciom morfeusza. 
-Natalie!- obudził mnie miły głos kobiety. Kate- bo tak miała na imię nasza gosposia, była niską afro amerykanką.
-Tak?- odezwałam się niechętnie.
-Zapomniałaś? Dzisiaj Mark ma cie zabrać do centrum. Oliwia dzwoniła i powiedziała, że będzie na miejscu za pół godziny.
-Kate!- krzyknęłam do kobiety która w tym samym czasie zrywała ze mnie kołdrę.-Już wstaję . Tylko mam do Ciebie jedną maleńką prośbę.-poczekałam chwilę na reakcję gosposi, a gdy ujrzałam wyraźny gest skinienia głową kontynuowałam.-Czy mogłabyś zadzwonić do Oliwii i poprosić żeby przyszła tutaj i na mnie poczekała? Mam tylko trzydzieści minut a wiem na sto procent, że na pewno nie zdążę.
-Ależ oczywiście złotko. Idź się już myć.
Nigdy nie zastanawiałam się, czy Kate jest dla mnie taka miła za to, że jej płacimy czy po prostu związała się z nami. Zawsze wyglądała na osobę pełną radości, szczerą i tętniącą życiem. Często zazdrościłam jej sposobu życia. Mimo wszystko, że żeby zarobić musi nam cały dzień "pomagać", to jest jaka jest. 
-O matko, ale busz.- usłyszałam za plecami.- Długo hodowałaś ten dywan?
-Oliwia mogłabyś łaskawie pukać jak wchodzisz do czyjejś łazienki. Nie zastanowiłaś się, że może ktoś z niej korzystać?- przyjaciółka chwilę się zastanowiła i odpowiedziała:
-Nie. Jeżeli bym zapukała, owinęłabyś się ręcznikiem i nie widziała twojego dywanu na nogach. Ale i tak i tak muszę się odwrócić a ty zakładaj na siebie cokolwiek bo jak moje oczy powędrują w górę to się chyba zrzygam. Uwierz mi Natalie uwielbiam cię, ale nie mogłabym znieść widoku psiuty mojej najlepszej przyjaciółki. Raz dwa.- ubrałam się jak kazała i wstałam. Oparłam się nogą o wannę i zaczęłam delikatnie wcierać balsam.
-Niech zgadnę. Truskawkowo-bananowy?
-Yhy.- przytaknęłam przyjaciółce, machając jej tubką balsamu przed oczami.
-Nowa edycja?!? –wykrzyczała mi prosto w twarz.- nic nie wspominałaś że wydają jakiś nowy produkt.
-Bo nie wydają. To tylko próbka. W każdym sklepie znajdziesz takie małe gówno.
-Dziewczyno toć to kosztuje majątek.
-Rodzice starają się mnie przekupić zakupami.- przyjaciółka od razu przytuliła mnie. Wiedziała jakie panują relacje pomiędzy mną a rodzicami. Wyjęła tubkę z mojej ręki i nałożyła na swoją dłoń odrobinę kremu i zaczęła wcierać w moją nogę.
-Co jak co. Ale dziewczyno, te 9 lat spędzonych razem, prowadzą do tego, że niedługo będziemy siebie nawzajem karmić-odezwałam się pierwsza, przerywając ciszę. 
-Khym, Khym-odchrząknęła- Nie robiłyśmy już tego przypadkiem?- Przyjaciółka lekko zaśmiała się, przy okazji chrumkając jak świnka. To był jej znak rozpoznawczy. Robiła tak odkąd się poznałyśmy. Nie mogę uwierzyć, że przeżyłyśmy razem tyle chwil. Tyle czasu. No bo przecież dziewięć lat to jest kupa czasu… Jesteśmy ja siost…
-Ej siostro- przerwała mi rozmyślenia.
-HAHAHAHA właśnie pomyślałam sobie, że znamy się tyle i zachowujemy tak, jakbyśmy były siostrami.
-Może jesteśmy jeeeeeeejj…-Oliwia powiedziała to z udawaną radością.
-Co jest?- Zapytałam.
-No wiesz kurde…-chwilę zatrzymała się- Za piętnaście minut masz być na dole inaczej sama pójdę do kina!!!-nawrzeszczała na mnie.
-Loool perełko już się ubieram. Okres czy co?- powiedziałam pod nosem wychodząc z łazienki.
-Wszystko słyszę, a czas ci dalej ucieka. Tik, tak, tik, tak…